piątek, 10 grudnia 2010

Kanały

Cześć.

Wielkie przepraszam, że zasnąłem.

Jeśli mamy dalej chodzić w takie idiotyczne miejsca uważam, że są pewne zasady, które musimy ustalić. To są moje wnioski po tym wypadzie. I po paru kwestiach, które były już poruszane.

1. Nigdy nie pilnuje pogody jedna osoba.
2. Nie ma możliwości, że ktoś śpi jak pilnuje. Czyli jeśli jedna osoba zasypia jest natychmiast budzona. Pije kawę, bierze guaranę.
3. Sprawdzana jest prognoza pogody, bo to jest nie dopuszczalne, żeby wchodzić do kanału jak jest zagrożenie deszczyku choćby.
4. Piłeś nie idziesz.
5. Każdy dostaje nadajnik profesjonalny gps połączony z siecią komórkową, sprezentuje wam jeśli kogoś nie stać. Wiadomo gdzie jesteś. Właśnie przeglądam internet i szukam takich.

Zastanawiam się nad kwestią czy chodzić w takie miejsca po nocy w ogóle.

Jak ktoś ma jakieś zasady które chce dodać, proszę.

13 komentarzy:

  1. OK, ja jestem już sucha, siedzę w domciu z termometrem w ustach i nogami w misce z ciepłą wodą, popijając rosołek (wielkie dzięki Emilio, ratujesz życie :) ). Mamy zajebiste szczęście, że wszyscy żyjemy po ostatnim wypadzie.
    Oraz zajebistego pecha, że to się w ogóle wydarzyło - ten kanał to nie burzówka, gdzie obowiązuje 5 minut, tutaj nie powinno nam grozić żadne niebezpieczeństwo - z uwagi na moją paranoję dmuchałam po prostu na zimne, jak się okazało słusznie.

    Klisza totalnie dał dupy i nie wiem czy i kiedy mu to wybaczę. Tak, zdaje sobie teraz racjonalnie sprawę, że to by niewiele zmieniło pewnie jak by nie spał, ale trudno mi nie mieć za złe komuś kto smacznie sobie śpi na warcie, gdy ja i chłopaki się topimy.
    Świetnie za to, że wyciągnął jakieś wnioski - jak dla mnie może nawet wciągać amfę, jeśli następnym razem ma stać na straży.

    Co do 3) ja prognozy pogody sprawdzam codziennie. Miało być bez deszczu i z minimalnymi opadami śniegu (jedne podawały przelotne i niewielkie opady deszczu ze śniegiem) - lepszej pogody w tym mieście w zimę chyba nie da się dostać na prognozie.

    4) spierdalaj - nikomu nic nie groziło z tego powodu. Będę pić tyle, ile potrzebuje, żeby utrzymać się na powierzchni. Jak komuś nie pasuje, to nie musi ze mną chodzić do kanałów - dam sobie radę z tylko jedną osobą na powierzchni. I w razie czego co najwyżej ja utonę.

    5) hej, mieliśmy najlepsze co się da - te krótkofalówki ZWIKu to jedyne co chodzi dobrze wszędzie pod ziemią. Wiesz, oni tam mają własną łączność - właśnie na takie wypadki.
    Jedyne w czym mają nad nami przewagę kanalarze to _doświadczenie_ i rozmieszczone czujniki, które dokładnie ich informują o stanie wody i opadów. Do tego się nie dorwiemy.
    I dlatego, że telefonia komórkowa, GPS i cała reszta zabawek które możemy mieć _tam_nie_działa_. Więc zaoszczędź sobie kasy i nie kupuj niepotrzebnych zabawek - przynajmniej jeśli chodzi o kanały.

    I tak, w takie miejsca musimy chodzić zdecydowanie w nocy (jeśli dalej chcemy). Z tym, że jak jeszcze raz gliny albo kanalarze nas namierzą w okolicy kanałów to jestem pewna, że nas wsadzą. Więc ryzyko od strony prawnej, jest dużo, dużo większe.
    Aha - zajebiście, że ktoś zna się na dawaniu w łapę i nas wyciągnął z tylko grzywną :-)
    1700 to kupa kasy, ale jeszcze mnie stać, co najwyżej niczego pod choinkę sobie nie kupię. Dużo lepiej niż wpis w aktach :-)
    Niemniej jeśli będziemy szli jeszcze raz do kanałów będę potrzebowała kasy na pomoc w odkupieniu sprzętu, który poszedł - latarki, lina i duperele to kolejne 600-700 zł w plery.

    Za to zdecydowanie polecam wszystkim trening kondychy - jak było widać tylko ja i Neo sobie porządnie radziliśmy, JJ raczej kiepsko, zaś Goniec w ogóle tragicznie. Cieszę się, że cię odesłałam, bo na pewno nie dotarł byś w takim stanie do prawidłowego włazu. Do _tego_drugiego_włazu_ może.
    Kurwa, weird shit. Ale przynajmniej pozytywny - bo uratowało wam życie.


    Aha - i jedna sprawa. Z miejsc które odwiedziła ekipa przed nami, ten zabytkowy kanał powstańczy był najmniej niebezpiecznym kanałem (poza tym, co odwiedzaliśmy poprzedni) - jest dopuszczony do zwiedzania i normalnie _praktycznie_nigdy_ nie ma w nim dużo wody. W lato to w ogóle spacerek po parku, nawet przy deszczu nie ma bata, żeby się tam utopić - za mało wody nim spływa, to nie burzówka.
    Jeśli chcemy dalej iść za Zagadką Lindley'a (mamy 2 kawałki 'mapy' (?) z 5 które piszą że odkryli) to musimy być dużo bardziej przygotowani - jeśli tu było tak źle, to boję się pomyśleć co może być przed nami :-/


    Dobra, wracam do butelki. Dla celów zdrowotnych tym razem ;-)

    Pozdro
    Ping

    OdpowiedzUsuń
  2. Sorry za multiposting, ale żeby pokazać jaka ta trasa jest normalnie łatwa i bezpieczna rzucam linka:
    http://www.militarni.pl/?lang=1&cat=86&art_id=317

    Nawet gnojków z rekonstrukcji tam puszczają w wakacje i to bez żadnych zabezpieczeń.


    I teraz gorzej.
    WEIRD SHIT:
    - po pierwsze, wyszłam nie normalnym wyjściem, a jakimś awaryjnym (przebicie do piwnicy?) o którym wcześniej nie miałam pojęcia nawet - niemniej dorwać się do niego było o wiele łatwiej, nie wiem czy klasycznym włazem przy takim pędzie wody bym wyszła w ogóle.
    Gorzej, że powiedziałam przez krótkofalówkę że właz będzie w piwnicy - a tego wyjścia totalnie nie ma od '44 i nie miałam prawa o nim wiedzieć.

    - strażacy to strażacy, pewnie myśleli że to burzówka. Ale kanalarze? Kurde, ci powinni wiedzieć dużo lepiej jak wyglądają te kanały i że są inne wyjścia, w tym jedno po drodze i co najmniej jedno dalej. Zamiast tego nagadali jakiś niezgodnych z rzeczywistością głupot - i nam i strażakom. I zupełnie nie byli zdziwieni, że ten kanał się tak dziwnie zachowywał. Ktoś kojarzy jak oni w ogóle wyglądali i ich samochód, bo mi się to jakoś rozmywa - kojarzę tylko szlugi które osłaniali przed deszczem i takie czapki, jak z filmów czarno-białych kojarzę.

    - Nie ma bata żeby woda zniosła chłopaków na Nowe Miasto. Nie ma bata również, by dali przy takim prądzie radę wyjść z kanału. Adrenalina adrenaliną, ale bez przesady. I kurde, ten kanał jest zaspawany - byłam przed chwilą i sprawdzałam.


    O kurwa. Ktoś sobie z nami w niezłe kulki pogrywa. I chce nas chyba wykończyć.

    Pozdro
    Ping

    OdpowiedzUsuń
  3. Heja...

    Troche mi nieskladnie pisze, bo mam mniej niz 39, walnie mnie znow pod wieczor, daje rade. Grypsko jak krokodyl. Bialy z kanalow;)

    A propo kondychy, dzieki za uwage Ping, jak ma sie tak duzo wierdnessu wokolo nas dziac jak teraz, to wracam do sportu. W cholere sie oposcilem od chwili kiedy zjechalem do wawki, a na zalewie silowo i kondycyjnie trenowalem glownie browce;) Jak sie wygrzebie, to zapraszam na usrynow, zaczynam latac na silke, mzoe znow tenisa – chce ktos? Zalatwie karnet, wieksza banda bedzie fajniej, a za zimno na jogging.

    Do listy Kliszy dowalil bym nie dzwonienie na policje. Wiem ze dostaliscie stracha, kurcze, my z Neo tam na dole myslelismy ze juz po nas, ale lepiej nie dzwonic do budy po psy bez absolutnej koniecznosci. To cosmy wyczynili wedle temidy tym razem było wykroczeniem polegajacym na wtargnieciu.

    O co komprende? Nasza zabawa zostala potraktowana jako wykroczenie wedle rozdziału X (przeciwko bezpiecenstwu osob i mienia) Kodeksu Wykroczen, a nie Kodeksu Karnego ( podstawa prawna wedle KW z Dz. U. 2005.90.757). Po ludzku zamiast isc z tej samej ksiazeczki co zlodziejstwo, morderstwo i reszte do karniaka, zostalismy podciagnieci pod drobne wypadki, czesc przestepst za kierownica i chuliganstwo. Aby nie bylo, to zesmy tak sie wywieneli zawdzieczamy mojej wiedzy, dobremy sercu panien na komendzie, naszej sredniej wieku oraz rozdzialowi 3 art. 41 ktory mowi, ze wobec sprawcow mozna zastosowac pouczenie, albo inne “srodki wychowawcze” - w tym wypadku grzywne. Gdyby skonczylo sie na postepowaniu sadowym, to za wykroczenia mozna beknac do 5000zl grzywny, do pieciu dni aresztu, albo pierdziel na dluzej.

    O tym jesli by walneli zarzuty z KK, to sie rozwodzic nie chce.

    Wiec Ping, nie dalem w lape, po prostu pomachalem troche law-fu :P Jesli nas jebna drugi raz nie bedzie tak fajnie, bo o ile nie przypieprzy sie recydywa (stosuje sie ja tylko do karnych spraw) to jesli psom sie bedzie chcialo zerknac do akt na komendzie, to wwala nam ile sie da, wychowawczo. (a nie “wychowawczo” dzieki czemu sie relatywnie latwo wyslizgalismy.

    Wracajac do WierdShit'u (TM) to poniuchal bym nad jakimis legendami powstanczymi czy faktami na temat kanalow i ewakulacji starego miasta – warszawiacy, kminicie cos z tego? Moze bylo tam o wyciaganiu w ostatniej chwili, moze duchy , moze nie wiem co, ale jestem temu czemus zajebiscie wdzieczny, bo dzieki temu zyjemy. Mialem juz (nie)przyjemnosc podtapiac sie w swoim zyciu, ale bylo so f,ckn close.....

    A, komus by sie chcialo wpasc do mnie z rosolkiem;)? Ledwo co mam pare siedziec przy kompie, a tu na sniegu, wilki jakies... ;)

    JJ.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowiej, jak będę jakoś częściej wychodzić z domu to mogę cię odwiedzić, choć ja rosołek to tylko z torebki potrafię zrobić ;-)

    Co do kondychy - jak wyzdrowieje, wracam do biegania (wcale nie jest zła pogoda!) i wspinaczki, mam wrażenie że bardzo mi się przyda przygotować się jak najlepiej. Jak coś - chętnie widzę towarzystwo.
    Tenisa tylko w TV widziałam, więc chyba się nie pisze ;-)

    No dali mi 'wychowawczo' jakiś świstek z kompletem paragrafów (głównie komplet z 51) jak opłacałam 'wychowawczą' grzywnę. Czyli wychodzi że zakłócałam spokój publiczny (ciekawe komu ;-) ), no plus dostałam za picie w miejscu publicznym. Tak, następnym razem chętnie nie zobaczę glin. Niemniej cały czas się cieszę, że nie przypieprzyli się do mnie mocniej. Jeszcze raz dzięki JJ, nawet jeśli to co robiłeś było legalne ;-)
    I sorry, że też przez mój pomysł oberwało się Wam po kieszeni.


    Wiesz co, info o kanałach z powstania jest sporo - nie wszystko się trzyma kupy, część relacji jest sprzeczna. W ogóle w tych kanałach (dla osób spoza Wawy) to od cholery ludzi zginęło zamordowanych przez Niemców albo po prostu potopionych.

    OK - nie kojarzę. Coś was wyciągnęło? Coś więcej napiszesz, JJ? Albo Neo? Bo wydawało mi się, że sami jakoś wyszliście?


    Pozdro
    Ping

    OdpowiedzUsuń
  5. A i jeszcze jedno, beknelismy wszyscy z tego samego artykulu, choc z roznych paragrafow :P

    dla ciekawskich, co jeszcze nie przysneli przed monitorem :

    Art. 51. § 1. (56) Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,

    podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

    § 2. Jeżeli czyn określony w § 1 ma charakter chuligański lub sprawca dopuszcza się go, będąc pod wpływem alkoholu,

    podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

    § 3. Podżeganie i pomocnictwo są karalne.

    Ja i Neo z 51.1, Ping za alko bonusowo 51.2, a reszta z 51.3 :P


    A, Ping, postaram sie cos powygrzebywac ze sprzetu, moze cos po swietach z domu przywioze i kupie, puki co allegruje wlasnie wodery, te co zostaly w zaulku :P Ale jesli cos jest potrzebne z tego na juz, daj znac, to podesle ci troche kasiury.

    Aaaaaaalbo... Moze walniemy zzute nie tylko na temide, ale na sprzet dla nas wszystkich? Ping, zajela bys sie spisaniem listy? Jakby kazdy dozucil po pare zl, to bylo by latwiej to skompletowac, a i tak korzystaja wszyscy.

    JJ.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ok, spoko, dzieki Ping, czasami mozna dzialac w zasadach prawa, no na drodze wyjatku.. ;P

    Do tenisa zachecam, zajebista ogolnorozwojowka - i wbrew temu co sie widzi w TV nie trzeba miec roleksa na reku by grac :P Mocno wyrabia kondycje, predkosc reakcji, koordynacje lapy, a i nabiegasz sie przy tym jak dziki. Nie wiem czemu pokutuje przesad ze tenis jest "jelitarny", ale coz.. Trenowalem z dwa lata zanim mi sie nie znudzilo, ale chyba pora na powrot, zapraszam:)

    Co do kanalu, gdzie tam - wyjebalem z braku, po to tylko by opasc spowrotem w wode. Zaraz przyjebal Neo, i wtedy dopiero sie w panice zorientowalismy ze dranstow jest stare, zardzewiale, i zaspawane. Ten widok stoi mi nadal przed oczami, nie jest to niestety trudne.. A wody mielismy prawie po szyje, wiem bo sie do niej zjebalem.

    Jak w kiepskim filmie, w ostatniej chwili ktos z gory otworzyl wlaz, i w panice zarejestrowalem reke, ktora pamie i wyciaga najpierw neo, potem mnie. Zaraz potem blackout. Ocknelismy sie z Neo przy studzience, zaspawanej, a jakze, na starym miescie. Moge dac ci cynk gdzie, albo pokazac jak sie wykuruje.

    Jakbym opisal to na hyperrealu, mod przezucil by mnie do dzialu LSD:P

    Wierd, ale powiem krotko - ten wierd shit uratowal nam dupy. Mila odmiana.

    JJ

    OdpowiedzUsuń
  7. Pogadaliśmy trochę z Emilą.
    Z naszych rozmów i mojej kartki na lodówce mam kilka wniosków.
    Nie mam wizji i teorii spiskowych ale chce wam przedstawić kilka informacji i rzeczy, które zaobserwowałem.

    Zacznijmy od Neo, jego ojciec został usunięty przez dziadka Gońca.
    Nastepnie dziadek Alex mieszka w kamienicy, którą opiekuje się Pan Alojzy, który mówi przez JJ.
    Pan Alojzy zna dziewczyne, z pewnej fotografii, ta dziewczyna zna Janusza Radziwiła z wilu fotografii i z Parku,
    który jest powiązany ze mną.
    Bury jest powiązany ze mną i z Emilią.
    Alex, Neo i Emilia dostali informacje, na temat najbliższej przyszołośći od osóbników których racjonalnie
    nie są w stanie przedstawić.

    Wydaje mi się że to co się dzieje, działo się już wcześniej, nazwijmy to złą karmą w wydaniu cyklicznym czyli
    akcja się powtarza dopuki nie zostanie zmieniona i narasta.
    Albo jest to jedna całość, której etapy są w latach 60, 80, 90, znikniecie poprzedniej grupy i teraz.
    Może też rozpoczęło się to w czasie wojny może wcześniej.

    Jest też jeden wspólny element dla wielu fragmentów, efekt wyparcia. Na szczęście mam

    Emilia się ze mną zgadza i są to nazwijmy wspólne wnioski.

    JJ nie marudz. Jadę teraz do Macro po Karmę dla Ciapka. To podrzucę Ci jakieś zakupy. Rosołek sobie sam ugotujesz.

    OdpowiedzUsuń
  8. @JJ Daj adres to podrzucę Ci troszkę rosołku i soku z czarnego bzu. Wujek mówi, że jest dobry na przeziębienie.

    Ktoś jeszcze reflektuje? U Ping jeszcze nocuję, więc, czy chce, czy nie i tak dostanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja już czuję się trochę lepiej, Emilia mnie podkurowała rosołkiem (mniam! dziękuję, Em!). Jakby co mogę wskoczyć za kółko i podskoczyć po jakieś zakupy dla tych, którzy nie czują się na siłach. Mogę też podrzucić rosołek i sok z bzu od Alex.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako że w najbliższym czasie na pewno nie będziemy w stanie pójść do kanałów pozostaje opcja znalezienia jedynego kawałka Zagadki, który jest na powierzchni - ukryty gdzieś w dawnym domu Lindley'a.
    Ale to jest chyba bardzo na bakier z prawem, jeśli nie wymyślimy dobrej historyjki :-/

    Pozdro
    Ping

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej!

    Dzieki za propozycje odwiedzin :) Doceniam:) Tym bardziej ze nic sensownego nie dowozi rosolku, pizza, sushi i chinszczyna nudza sie szybko :P

    Ping , wrzuc adres gdzie i co zacz ten dom. Moze w srodmiesciu ? Musial bym poniuchac, ale "pisze" jeszcze prace semestralna z prawa spadkowego, i ogolnie popieprzonych powojennych kwestii wlasnosciowych nieruchomosci, a panienki z urzedu srodmiescia powinny mnie jeszcze kojarzyc. Tak wygrzebalem info o kaminicach na placu grzybowskim BTW:P

    Tyle ze musze najpierw sie dokurowac:/


    JJ

    OdpowiedzUsuń
  12. "Wiadomo, że Joseph Lindley w Warszawie zamieszkiwał przy ul. Hortensji 5 (obecnie Górskiego). Mieszkanie, które wybrał dla siebie i swojej rodziny, mieściło się w trzypiętrowym domu, wybudowanym przed 1886 roku dla Icka Rothenberga. Na zachowanej fotografii widać neorenesansową fasadę pokrytą boniowaniem z balkonami o żeliwnych balustradach. Sama ulica przeprowadzona została w latach 1882-1883 przez posesję znanego warszawskiego wydawcy, Samuela Lewentala, współwłaściciela „Kuriera Warszawskiego”. Nazwę swoją otrzymała od imienia drugiej jego żony Hortensji, córki historyka sztuki i kolekcjonera, Matiasa Bergsohna. W związku z wybudowanym tu w latach 80. XIX wieku gimnazjum Wojciecha Górskiego, ok. 1938 roku otrzymała swą obecną nazwę. Ulica ta, w czasie, gdy mieszkał to Joseph, miała charakter wyłącznie mieszkalny, a spokojnego charakteru nadawało jej zamknięcie od strony wschodniej. Wieńczyła ją pokaźna rabata kwiatowa przypominająca dzisiejsze rondo. Dojście do ulicy od Nowego Światu możliwe było przez bramę kamienicy pod numerem 41, wjazd natomiast możliwy był jedynie od ulicy Szpitalnej. W 1893 roku na rogu tej ostatniej i ul. Hortensji stanęła reprezentacyjna kamienica, według projektu Franciszka Braumana, dla Emila Wedla. W latach 90. właścicielką kamienicy przy ul. Hortensji 5 została hr. Eugenia Potocka."

    Pozostaje namierzyć dokładny adres i się tam wybrać. Ale to są zamieszkane obiekty.

    EDIT
    Mam trochę więcej - Hortensji 3 było zabytkową kamienicą, zburzoną w Powstaniu. Została z niej tylko brama wmurowana w nowy blok. Jest to charakterystyczny punkt, bo to przejście z Górskiego na Chmielną. W tej chwili to Górskiego 3. Górskiego 5 też przetrwało jakoś powstanie, więc Lindley mieszkał w Kamienicy Rothberga (Górskiego 5).
    Problem w tym pod jakim numerem? ;-/


    Pozdro
    Ping

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba informacje na sieci są błędne. Górskiego 1 i Górskiego 5 to budynki wyglądające na współczesne. Staro wygląda Górskiego 3. Udało mi się wślizgnąć na dziedziniec (jest tam domofon, ale ktoś akurat wchodził do środka). Klaustrofobiczna "studnia", sine ściany, na tyłach druga brama i zaułek nie wiem dokąd prowadzący. Nie rozglądałem się zbyt długo. Jest tam dużo klatek, masa mieszkań. Ciężko coś będzie znaleźć.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.