poniedziałek, 29 listopada 2010

Opis ostatniego zdarzenia

Wracałem późną nocą do domu. Nie wiem właściwie czemu wychodziłem, chyba każdy musi raz na jakiś czas wyjść i przynajmniej poprzebywać w towarzystwie innych ludzi. Wiedziałem o znajomych świętujących jakieś urodziny, posiedziałem starająć się nie robić złego wrażenia, pożegnałem się i wyszedłem.

Przechodziłem przez pasy jak setki razy wcześniej. Miałem wrażenie, że coś jest nie tak gdy usłyszałem rozpędzony do nierozsądnych prędkości samochód. Przebiegłem koniec pasów, zacząłem się dość nerwowo oddalać. Gdy na sekundę spojrzałem za siebie, dostrzegłem nowy sportowy samochód, w którym właśnie pęka opona. Żadną niespodzianką nie był kierunek w którym zdryfował pojazd. Rzuciłem się za pierwszą solidną zaporę zamknąłem oczy i miałem nadzieję, że wszystko się jakoś uda.

Samochód uderzył w latarnię i złamał ją w pół. Przygniotła mnie powodując potworny ból, poczułem ciepło rozchodzące się po plecach i nogach. Leżałem tak nie mogąc nic zrobić. Usłyszałem głosy pasażerów. Zapytali mnie czy wszystko w porządku, kierowca zaklął zniszczenie nowego wozu.

W tym momencie tracę świadomość tego co się stało. W dużym skrócie - usłyszałem, że mam tylko lekkie siniaki, poproszono mnie bym się nie ruszał. Po czym wsiedli do samochodu i z piskiem opon odjechali.
Zniszczonym chwilę wcześniej samochodem. O latarnię, która wydawała się stać tam jak gdyby nigdy nic, bez śladów całego zdarzenia.

Jedyne co zostało to posiniaczone plecy i brudna od błota kurtka. Jak zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.