wtorek, 28 grudnia 2010

Gdańsk

Jestem już w Warszawie. "Już" śmieszne, minęły dwa tygodnie, nawet nie wiem kiedy.
Miałam nie pisać. Silne postanowienie, że nie chcę o tym mówić, myśleć jakoś... rozmyło się, przepadło.

Przemyślałam wszystko... i ukrywanie prawdy, zatajanie jej przed NAMI, nie ma sensu. Razem mamy rozwikłać zagadki, a jeżeli nie będziemy ufać sobie nawzajem, to komu?
Piszę więc, nie wszystko, to od razu z czystym sumieniem muszę wam przyznać. Wybaczcie mi proszę, ale... jest mi potwornie wstyd. Nie dopytujcie się więc, bo będę nie do życia, unikając niewygodnyh pytań, zacznę uciekać, chować się po kątach... przed wami. Nie pytajcie więc.
A teraz troszkę z tchórzostwa piszę, bo nie chcę tego mówić patrząc wam w oczy.
W piątek rozmawiałam z ojcem. Chciałam pewne sprawy wyjaśnić, wiecie, kradzież akt, zdjęcia. Kupiłam bilety do Gdańska, pociąg miał wyjeżdzać przed północą, spóźnił się oczywiście, ale to nie jest ważne.

Stojąc w tłumie na korytarzu musiałam zasnąć. Może przysiadłam na plecaku, nie wiem, nie pamiętam. Pamiętam tylko przeciskającą się przez tłum sylwetkę. Zatrzymała się, przywitała z imienia, poprosiła o bilet. Byłam zaskoczona. Nikt nie zwracał na to zupełnie uwagi, na to że miał rogi, że był diabłem, ludzie widzieli go, nie wiem jako co, schodzili mu z drogi.
Powiedział, wylicząc coś na bilecie, że to bardzo niefortunnie, że jadę tym pociągiem. Mam pecha, i jak będę potrzebować pomocy, znajdę go w ostatnim wagonie i lepiej żebym się przeniosła, gdy doczepią nowe. Oddał bilet i poszedł dalej. Niby nic.

Na następnej stacji wsiadało mało osób, pociąg miał coraz większe opóźnienie. Jedna rzecz, tylko jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Wszyscy wsiadający ubrani byli w czerwienie i czernie, i nie mieli czapek, kurtek zimowych, rękawiczek. Powinni marznąć, na tym otwartym, wietrznym dworcu, ale nie, stali sobie w najlepsze, jakby byli w biurze, albo ciepłej knajpce. Różnych wariatów spotyka się na świecie, a Ci nawjwyraźniej mieli jakiś zjazd. Zignorowałam. Wtuliłam policzek w płaszcz, pragnęłam zasnąć, podróż dłużyła się.
Pamiętam nieznaczy ruch na końcach wagonu, i jakieś dziwne słowa, chyba po łacinie. Podniosłam głowę. Z obu stron, niczym konduktorzy, szli mężczyźni w czerwieniach. Wchodzili do kolejnych przedziałów, powtarzali jakąś sentencję, zamykali drzwi. Tylko dziwny poblask rozchodził się po korytarzu. Szli dalej, kolejny przedział.
Wstałam, chciałam uciec, nie wiem czemu, ale nie mogłam tam zostać. Myślałam, że go minę, gdy wejdzie do przedziału. Miał takie dziwne oczy, pełne żaru, płomieni. Patrzył na mnie, a ja bałam się ruszyć, oddychać. W końcu otworzył drzwi, wypowiedział sentencje, wyjął płonący miecz, wszedł do środka. Miał skrzydła ogromne skrzydła, to nie była kurtka. Uciekłam. Dalej było pusto, żadnych ludzi, nikogo.

Wpadłam do następnego wagonu, pierwszy przedział. Usiadłam. Po chwili dopiero zauważyłam, że nie jestem sama, więc jednak, ktoś jeszcze żył w tym pociągu. Jacyś studenci, kilku chłopaków i dziewczyna, zamknęli drzwi na kłódkę, jechali na gapę. Byłam zdenerwowana, może w szoku, więc nie zwróciłam uwagi, ale mówili do mnie Zosiu. Wzięli mnie za Zosie i chcieli... szybko wyjaśniłam, że nie jestem Zosią. Niewiele to pomogło, przyczepili się. Mówili, że Satan takie lubi. Za wypuszczenie z przedziału, chcieli dziwne rzeczy, grozili, że złożą mnie w ofierze, wyjęli świece i nóż. Narysowali pentagram. Powtarzali, że jak się rozbiorę to mnie wypuszczą, potem miałam ich zadowolić, żeby mnie wypuścili, albo mnie zabiją. Nie chciałam ich słuchać. Bałam się. Zdjęli ze mnie ubranie, do bielizny. Nie wiem, w którym momencie, ale zaczęłam krzyczeć. Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi, przyszedł konduktor. Wyjaśnili, że to 13 wagon, pierwszy przedział, składanie ofiar dla Satana. Powiedziłał - no tak, ze zrozumieniem i sobie poszedł. Poszedł sobie. Zostawił mnie z nimi. Pytali czy chcę się napić, odmówiłam. Wylali na mnie alkochol. Byłam cała mokra. Sięgnęłam po plecak, wyjełam ręcznik i suche ubranie. Wytarłam skórę, założyłam spódnice. Zdjęłam mokre majtki, a kiedy chciałam założyć suche... złapali mnie. Wyrzucili ubranie przez okno. Potem ona zrobiła zdjęcie i... mogłam wyjść, zdjęli kłódkę.
Usiadłam w korytarzu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, gdzie się podziać. Miałam na sobie niekompletne ubranie, było mi zimno. Drzwi do wagonu otworzyły się. Byłam przestraszona, że ktoś mnie zobaczy w takim stanie. To był anioł. Myślałam, że przyszedł po satanistów, ale chyba zupełnie ich zignorował. Miałam nadzieję, że mi jakoś pomoże, powie coś. Powiedział... sentencje wykonując znak krzyża, potem wyjął miecz. Myślałam, że żartuje, ale anioły nie żartują, są śmiertelnie poważne. Chciał mnie zabić. Roztrzaskał krzesełko, na którym siedziałam. Niemal czułam ten żar. Uciekłam, podniosłam się z kolan i uciekłam. Nie biegł za mną, szedł powoli, jakby stąpał po gruzach.

Ostatni wagon. Spotkałam znajomego diabła. Poradził, że Serafiny nie grzeszą inteligencją, że moge przejśc oknem do przedziału, który juz sprawdził.
Mówił, że jeżeli chcę pomóc rodzinie i Marcie, muszę zdążyć przed północą, ale jeżeli wyskoczę z pociągu, albo dam się zabić to przegram, tak jak Zosia. Przed północą mam wyspowiadać się w katedrze, razem z rodziną, wtedy Bóg odpuści im grzechy, jeżeli nie, będą potępieni.
Posłuchałam rady diabła, omal snie skończyłam pod torami. Siedziałam cicho, mając nadzieję, że mnie nie usłyszy, nie znajdzie. Pociąg dotarł do kolejnej stacji: Gdańsk Pandemonium. Słyszałam kroki na korytarzu, więc wysiadłam... przez okno. Chciałam wskoczyć do innego wagonu, ale pociąg ruszył, a ja zostałam na stacji, biegłam, ale upadłam...

Jakiś miły staruszek ofiarował mi płaszcz, może to on dał mi radę odnośnie rodziny, już nie pamiętam, zniknął. Było późne popołudnie, miałam mało czasu. Wyszłam z dworca. Ludzie byli inni, wszystko było inne. Widziałam ich myśli, sekrety, grzechy, a oni widzieli moje. Było mi zimno, i chciałam jak najszybciej dotrzeć do domu. Błądziłam. Kiedy już myślałam, że jestem na dobrej drodze, nagle byłam zupełnie, gdzie indziej. Skręcałam w jedną uliczkę, i nagle byłam przy Katedrze, ale tej w Oliwie, albo w porcie. I tylko bicie dzwonu sugerowało mijający czas. Spotkałam dziwnego człowieka, przy porcie, nie widziałam jego myśli. Dał mi kartę tarota.
Dotarłam w końcu do domu, udało mi się zaprowadzić rodzinę i Martę do Katedry. Chyba usnęłam na kościelnej ławie, po spowiedzi. Zosia gładziła mnie po głowie.

Ocknęłam się, siostrzana dłoń gładziła mnie po włosach. Znajdowałam się w szpitalu. Podobno rodzice znaleźli mnie w niedzielę 12 w piwnicy, w ciężkim stanie. Ocknęłam się 23. Najważniejsze, że wypuścili mnie na święta, miałam się tylko nie przemęczać.
Podobno rodzice nie znaleźli niczego dziwnego w plecaku, ale jak przejrzałam go osobiście, to znalazłam kartę Diabła i zdjęcie z podpisem Claudi. Claudia to stara "znajoma" mojej siostry, podobno jest straszna, i szczerze mówiąc, jestem skłonna w to uwierzyć.
Spotkałam jeszcze jedną osobę, i jak zobaczę ją w rzeczywistości, na pewno wam powiem, nigdy nie zapomnę tej twarzy. Zosia panicznie się kogoś boi, podejrzewam, że właśnie jego. To zła osoba.

Wszystko czego celowo nie ominęłam dopowiem, gdy się spotkamy.
Powiem jeszcze tylko, że naprawdę błąkałam się półnaga po Gdańsku, że anioł, który mnie ścigał to prawdopodobnie konduktor, prawdopodobnie też sama wyrzuciłam ubrania przez okno pociągu.
Tylko dzięki interwencji ojca, nie jestem na obserwacji psychiatrycznej, chociaż we krwi nie wykryli narkotyków, ani alkocholu.

Wiem od Ping co stało się z Insomnią. Słyszłam ostrzeżenie, że to co do tej pory nękało mnie w snach, przezemnie dotarło do mojej koleżanki i że może ona stracić duszę. Prawdopodobnie chodzi, więc o Insomnie.

Z rodziną wszystko się uspokoiło, nawet ojciec pogada z dziekanem, żeby mnie nie wyrzucali :)
Mogę studiować w Wawie.

Do zobaczenia,
Alex

10 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc po tym, co się ostatnio wydarzyło z Insomnią, ta opowieść nie wydaje mi się wcale nieprawdopodobna i wszystkie te eschatologiczne nawiązania szczerze mówiąc mnie przerażają.

    Ten cały... pociąg potępionych jak z jakiejś nowoczesnej interpretacji Boscha, w której PKP wiezie grzeszników prosto do piekła... Pandemonium oznacza przecież dosłownie piekło, krainę gdzie żyją wszystkie demony.

    Po prostu jak w Sądzie Ostatecznym, serafini z płonącymi mieczami wymierzający grzesznikom sprawiedliwość... tylko dlaczego tak ślepą? Mówimy o serafinach najwyższych w hierarchii anielskich chórów, a nie o Gwardii Rewolucyjnej w Iranie kamieniującej za byle co.

    Zajście w przedziale... nie wiem co o tym myśleć. Mam nadzieję, że to był tylko bardzo, bardzo nieprzyjemny sen, wizja, a nie rzeczywistość.

    I oczywiście diabeł i jego rady. Może to naprawdę bułhakowski archetyp, który karze zepsutych i pomaga niewinnym. Może. Byle byś była jego Małgorzatą...

    Po prostu nie widzę innego wyjścia w jaki da się to logicznie uzasadnić. Według klasycznej chrześcijańskiej wykładni diabeł jest ex definitione zły, wszystko co czyni jest destruktywne. Natomiast ja nie widzę tu już motywu paktu, nie widzę tu nakłaniania do grzechu... bo co Ci kazał zrobić? Nie wysiadać z pociągu, czytaj - znieść dzielnie jakąś próbę, aż do samego końca?

    Cieszę się, że ostatecznie się wszystko dobrze skończyło. Spokój ducha, rekoncyliacja z rodziną. Musiałaś przejść próbę zwycięsko, jaka by ona nie była. Nie mogę się doczekać, kiedy się zobaczymy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurwa mam mocno dość tego wszystkiego. Robi się to już nie dziwne, tylko cholernie porąbane i coraz bardziej niebezpieczne. Co dalej?! Może kurwa niech UFO wyląduje któremus z nas w ogródku?! to by było idealne dopełnienie. Nie zrozumcie mnie źle. Wierzę i doskonale wiem, że to co pisze Alex jest prawdą i to co się nam przydarzyło i to mnie cholerycznie przeraża. Kurwa czemu to wszystko się na nas uparło?! nie moze się zając jakimiś innymi ludźmi, lub nieludźmi?! Czy my jesteśmy jacyś specjalni czy co?! Bo raczej nie wierzę w zbiorową Schizoremnię... a naprawdę chciałabym. Do Adama już sie nie odzywam. Myślicie że by zrozumiał coś z tego? nie wsadził mnie do wariatkowa? Niech się lepiej trzyma ode mnie z dala, to nic mu sie może nie stanie. Chciałabym mu wyjaśnić wszystko, podzielić się z nim tym co przeżywam. Ale co z tego? I tak osoba, tkóra nie przeżywa tego z nami nic nie zrozumie. Kurcze czuje jakby wszyscy oprócz was i Kuby stali sie nagle zupełnie obcymi osobami... a z nim przynajmniej moge znaleść nutę normalności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Goniec
    Jak to wszystko dobrze się skończyło? Rozumiem z rodziną tak, ale co z resztą? Ściga ją Anioł, Diabeł z nią gada?
    Insomia w Śpiączce nasze modły i próby egzorcyzmów nic nie dały? o mało nie zgineliśmy(w nawiązaniu chcę naprawdę podziękować drugiemu Adminowi, naprawdę był dzielny i walczył do końca). Potem następnego dnia zadzwonił do mnie Klisza. Pamiętacie tego zakonnika którego przyprowadziliśmy?
    Okazało się, że nikt nie pamięta naszej wizyty w zakonie i nikt nie zna tego "zakonnika" który podobno nam pomagał??!! Czy mi zaczyna odpierdalać i Kliszy? Przyprowadziliśmy kogoś ze sobą w stroju zakonnym, prawda??!!
    Prosze wypisz mi pozytywy Goniec, bo chciałabym bardziej optymistycznie podejść do wszystkiego i potrzebuję tego, żeby nie zwariować.
    Poza tym logika?
    Na prawdę widzisz tu jakaś logikę? Bo ja żadnej najwyżej schemat, który chyba Ping zaczeła, albo ktoś inny przepraszam ze nie pamietem kto. U mnie wszystko jak na razie krąży wokól zwierząt, dzikości, dużych Zwierząt? Najpierw Ciapek, potem szczury, przez ktore spotkałam wilkołaki a następnie ptaki? Skąd pewność że np. one właśnie do mnie nie leciały? W Alex widzę, że to co jej się przytrafia jest duchowe Anioły diabły. Widzę jedną zbieżność... może nie mam racji i to moja paranoja, ale ten facet co mnie i Ciapka uratował też miał 2 metrowy miecz i był naprawdę duży.

    OdpowiedzUsuń
  4. Napisałem tylko, że się wszystko szczęśliwie skończyło dla Alex. Nie leży przecież w śpiączce, prawda?

    Sprawa z Insomnią jest przykra ale wierzę, że jesteśmy jej pomóc jeśli się weźmiemy do kupy. Wiemy, że jej przypadłość ma podłoże nadnaturalne - czego nie wiedzą lekarze - i możemy spróbować znaleźć na to remedium. Może Neo to nie ksiądz ze święceniami i egzorcysta jak Azariel, ale jestem pewien, że ze swoim świeżym podejściem może wiele pomóc.

    Ten zakonnik jak twierdzi "mroczny pasażer" JJ-a to jakiś niebezpieczny typ. Możliwe, że wyczuł, że coś się dzieje i był w okolicy po czym podszył się pod zakonnika. Wiemy już, że niektórzy ludzie (nazwijmy ich roboczo Wiedzącymi) potrafią naprawdę, naprawdę bardzo wiele.

    Tak, a tu widzę logikę. Pokręconą ale mimo wszystko logikę. To, co przeszła Alex było jakiegoś rodzaju próbą. Próbą, którą je siostra oblała, lecz Alex się ta próba powiodła. Biorąc pod uwagę eschatologiczną tematykę jak i mrożący krew w żyłach przebieg podróży (sam motyw podróży jest tu też istotny jako wędrówki do celu) mogę jedynie podejrzewać, że próba związana jest w jakiś sposób z moralnością, czystością, wolnością od grzechu. Symbolem powodzenia próby jest końcowa wizja na dworcu, w której Alex widzi grzechy innych i sama czuje, że inni widzą jej. Ostatecznie trafia jednak do kościoła, idzie do spowiedzi i zasypia spokojnym snem w otoczeniu rodziny. Symbolizuje to świadomość własnej słabości które prowadzi do oczyszczenia. Co więcej jeśli dobrze rozumiem, jest to również oczyszczenie tych, którzy zawiedli (np. jej siostry, Zosi).

    OdpowiedzUsuń
  5. @Goniec przestań wreszcie nadinterpretować.
    Miotasz się między kolejnymi teoriami, SKUP SIĘ.

    Pandemonium to pałac Lucyfera, albo Stolica piekła, zależnie od lektury, a nie piekło same w sobie.

    Oczyszczenie, bardzo śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Interpretuję tylko na podstawie tego, co nam przekazujesz. Nie twierdzę też, że ta interpretacja jest słuszna. Z chęcią poznam Twoją interpretację całego zajścia, jako osoby która doświadczyła wszystkiego osobiście.

    Dyskusja na temat tego, co znaczy jakieś słowo jest trochę bezcelowa.

    Co do oczyszczenia, oczywiście nadinterpretuję. Zapomnijcie że to napisałem.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Goniec. Ja nie dyskutuję, prostuje błąd w twojej wypowiedzi :P

    Przepraszam, jeżeli uraziłam twoje uczucia, tylko skończ z tym naburmuszonym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie musisz przepraszać. Po prostu wolałbym żebyś zaproponowała inne wytłumaczenie lub inną interpretację, jeśli uważasz moją za złą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma złych i dobrych.
    Ale co tu tłumaczyć?
    Szukasz jakiś metafizycznych wzniosłych znaczeń?
    Nie ma ich. To było bardzo pokręcone i nie wiem, co ktoś chciał, przez to uzyskać i ile z tego jest prawdy.
    Jeżeli chciał naruszyć podstawy mojej wiary, to się nie udało, ale aniołów zamierzam unikać, jak ognia.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Szukasz jakiś metafizycznych wzniosłych znaczeń?"

    Po rozmowie z Dzierżyńskim i pozostałych wydarzeniach ostatnich tygodni po prostu łatwiej jest mi uwierzyć, że jesteś (jesteśmy?) poddawani jakiejś próbie. Czy to oni nas jej poddają, czy jakieś wyższe siły, ciężko mi określić.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.