Siedzę już drugi dzień z Insomnią i w ogóle jej się nie poprawia. Staram się do niej mówić, licząc że może coś słyszy i coś pomoże. Wcześniej byli Goniec, Jacco i Emilia zajrzeć, narzekali że wyglądam prawie tak źle jak ona. Lekarze mówią, że nic nie da się poradzić - może wyjdzie ze śpiączki a może nie. I jeśli wyjdzie to może to być po miesiącach albo nawet latach.
Azariel odzyskał przytomność, ale leży na prochach. Nie może się zbytnio komunikować, jego twarz jest cała w bandażach, wolę nie widzieć jak wygląda. Lekarze mówią, że czekają go miesiące rekonstrukcji żuchwy i twarzy i rehabilitacji, zanim będzie mógł normalnie mówić i wrócić do życia. Chyba też z nim źle psychicznie.
Przestałam pić, w dzień w szpitalu nie mogę, a nocą łykam prochy które brała Insomnia, byle tylko nie zasnąć. Nie wytrzymam kolejnej nocy koszmarów o tym jak tonę. I boję się, jaki kolejny koszmar dojdzie do tych, które mnie regularnie dręczą - boję się że coś z Insomnią... Mam uczucie, jakbym była już trupem, tylko to odwlekała, że jak Insomnia, następnym razem jak zasnę, to się już nie obudzę z koszmarów, będę je przeżywać w nieskończoność aż oszaleje i umrę w śnie. Tonąc.
Po ostatnich wydarzeniach nie mogę nawet patrzeć na akwarium bez wyobrażania sobie tonięcia. Śnię na jawie czasem. Jest ze mną bardzo źle.
I nie mogę już pić alkoholu.
Alex coś też dopadło w snach. Jest z nami źle. Cały optymizm który miałam po spotkaniu z Człowiekiem Który Wie Wszystko gdzieś przepadł. Czuję, że przepadliśmy. Że to coś nas dorwie i zabije. Mam ochotę krzyczeć ze strachu, ale wiem, że to tylko pogorszy sprawę. Sprawi, że to coś szybciej mnie dopadnie.
Może. Może jeśli zdążę na czas rozwiązać zagadkę to uda nam się uratować?
Ale to wymaga zejścia do kanałów. A boję się, że tam utonę. Wiem, że tam utonę. Ale jeśli nie zejdę to też utonę.
Co godzinę sprawdzam prognozy pogody i stan wód. W domu po nocach wodzę palcem po wydrukowanych mapach kanałów zaściełających całą podłogę. Kreślę po nich markerami. Wyobrażam sobie jak to może wyglądać. Planuje trasy. Dziesiątki tras. Mailuje do ludzi, którzy się tym zajmują o porady - takich zza granicy albo łażących po jaskiniach albo pływających po zalanych obszarach.
Jest ze mną źle. Trudno mi się skupić na czymkolwiek.
Robię sobie listę rzeczy, których będziemy potrzebować. Część już kupiłam. Jak o czymś zapomniałam albo macie jakiś pomysł, koniecznie dajcie znać, bo mam wrażenie jakbym o czymś ważnym zapomniała.
- headlighty - po jednym na osobę, plus zapasowe (kupione)
- latarki (wodoodporne) - po jednej na osobę, zapasowe baterie (kupione)
- krótkofalówki plus zestawy słuchawkowe do nich - po jednej na osobę (kupione)
- wodoodporny kabel, krótkofalówka/telefon polowy x2 (na wypadek rozdzielenia się, znajomy robi)
- lina do powiązania się ze sobą (zamówione)
- lina wspinaczkowa z supłami, klamry, mocowania, młotki, uprzęż - żeby ułatwić zejście w trudnych miejscach (zamówione)
- wodery, zapasowe buty, wodoodporne ubrania (spodnie, bluzy/kurtki?)
- mocne plecaki (wodoodporne!)
- racje żywnościowe (MRE? batoniki? energy bary?) - lepiej na więcej niż jeden dzień, na wszelki wypadek
- woda pitna, jakieś napoje izotoniczne?, tabletki filtrujące?
- maska przeciwgazowa z filtrem albo tlenowa (na wypadek gazu!)
- palety albo lepiej coś tworzywowego plus kółka - do poruszania się w niskich korytarzach szybciej i transportu rzeczy
- noże, na wszelki wypadek
- ogrzewacze chemiczne, alkohol
- światła chemiczne
- ....??????????????????
Pozdro
Ping
:( mogłabyś wpaść do mnie na kilka dni? Lepiej bym się czuła jakbyś trochę u mnie posiedziała w przerwach od szpitala. Mogłybysmy trochę pogadać o czyms innym, pójśc do kina, oderwać się od tego szaleństwa. Trzeba znaleźć jakiś punkt oparcie w noralnym rzeczywistym świecie. Moze poszłybyśmy do jakiegoś klubu poznały kogoś, kto pomoże na m się utrzymać w normalności? Nie myśl, że bagatelizuje wrzystko, ze nie martwię sie Insomią, bo jestem tym przerażona...
OdpowiedzUsuńjakby się cos w nocy bardzo złego z toba działo to bym jakoś zareagowała, chociaż tyle. Rozmawiałaś o tym z rodzicami? o tym co się dzieje? Ja z moimi próbowałam, chociaz żeby zabezpieczenia jakieś sobie do domu kupili, pewnie nie na wiele się zda. Ale nie utrzymuje z nimi jakis ciepłych stosunków, więc może zostawia ich w spokoju....
W każdym razie jutro mam trochę wiecej czasu. Wpadnę do Insomii i trochę z wami posiedzę
Z Ping jest bardzo źle, naprawdę źle...
OdpowiedzUsuńPowinniśmy jak najszybciej zejść do kanałów, mam nadzieję, że to przyniesie jej trochę ukojenia.
Nie możemy iść sami, Ping nie jest w stanie nas poprowadzić, ktoś zna jakiś grotołazów??
Kogoś kto się bawi w takie rzeczy?
W jej pokoju jest potworny bałagan, jakby ktoś otworzył okno i wiatr porozrzucał wszystko. Są też ślady krwi...
Nie będę zostawiać jej samej, jeżeli nie będzie nas u Ping, to znaczy, że zabrałam ją do wuja.
Musimy to załatwić przed nowym rokiem, proszę...
Wymyślcie coś.
Trzymaj się, Ping. Jeśli mamy zejść do kanałów potrzebujemy Cię... co ja mówię, TY potrzebujesz SIEBIE w jak najlepszej kondycji. Spróbuj zrobić coś przyjemnego, tak jak pisała Emilia. Pójść do kina, do klubu, zjeść dobry obiad, spotkać się ze znajomymi i pogadać o głupotach, pójść pobiegać, przespać się z kimś, zjeść tabliczkę czekolady. wszystko co poprawi Ci humor, odegna na jakiś czas złe myśli i pozwoli odzyskać siły.
OdpowiedzUsuńMogę też podpowiedzieć Ci kilka technik radzenia sobie z takimi lękami. Na szybko: sprawdzona metoda polega na tym, że wyobrażasz sobie sytuację której się boisz a następnie prowadzisz narrację tak, że udaje Ci się wyjść cało z opresji. Możesz to nawet spisać by mieć pod ręką. Taki pozytywny scenariusz powinnaś przypominać sobie kilka razy dziennie, zwłaszcza tuż przed zaśnięciem. Często pomaga też stopniowe oswajanie się z źródłem lęku. Od położenia się w wannie pełnej wody po wizytę na basenie, wszystko oczywiście pod okiem zaufanej osoby.
Jeśli chcesz więcej psychologicznych porad możemy się spotkać i pogadać o tym na żywo.
Myślę, że możemy poszukać jakiejś innej ekipy od urban exploringu albo nawet posmarować w łapę jakiemuś kanalarzowi żeby nas oprowadził. Tylko to niestety pewnie będzie trochę kosztowało.
Wysłałem Ci maila Alex.
Alex mnie wyciągnęła z mieszkania, napoiła herbatą i zawlokła do siebie - siedzę teraz w kuchni u jej wuja w mieszkaniu przy laptopie, trochę się pozbierałam (ale dalej jest ze mną bardzo źle) i czekam, aż starszy pan się obudzi, żeby porozmawiać z nim o kanałach, bo Alex powiedziała że powinien coś o tym wiedzieć, w końcu w powstaniu brał udział, więc pewnie przechodził nimi. Mam ze sobą mapy kanałów lindley'owskie plus moje szkice i notatki, liczę, że mi pomoże ustalić jakąś dogodną trasę.
OdpowiedzUsuńKurczę, liczę że to pomoże.
@Em - Rodzice wyjechali po świętach do dziadków, wcześniej nie chciałam ich martwić tymi problemami i tak mają dużo zmartwień z kryzysem i w ogóle, żeby na życie zarobić i nas utrzymać, zwłaszcza że trochę wydatków za ich plecami miałam i domowy budżet obciążyłam.
No i myślałam że się trzymam jeszcze jakoś...
Nie wiem, nie jestem w stanie nic robić bez myślenia o koszmarach, nie jestem w stanie rozmawiać o niczym innym i się nie sypać, nie obgryzać paznokci (jakbym jeszcze je miała), nie chcieć wyć...
Idę sobie zrobić chwilę przerwy, bo trudno mi dalej pisać, ręce mi się trzęsą.
Pozdro
Ping
EDIT
Ślady krwi są Kliszy, ugryzł się w język jak coś robił z Insomnią, zachlapał wszystko i wszystkich krwią...
Jestem w stanie nas poprowadzić.
Chyba.
Muszę.
Dam radę.
Jakoś.
Jest ekipa która chodzi po kanałach. Ale nie wyglądają zbyt profesjonalnie. Są też ludzie, którzy to robią i są całkiem anonimowi.
Ale
Nie ufam im. Skąd wiadomo że nie są podstawieni? Że to nie ktoś inny, kto nam zrobi krzywdę gdy już będziemy w kanałach. Nie chciałabym tam iść z kimś komu nie ufam. Bałabym się. Oszalała ze strachu.
Utonęła.
Kurwa, znowu zaczynam o tym myśleć. PRZESTAŃ!!!
Kanalarzom też nie ufam - są dziwni. Ci którzy byli wtedy byli dziwni. Ten co mnie oprowadzał po filtrach - również. Nie, oni są dziwni.
EDIT
@Goniec - kurcze, nie jestem w stanie robić nic innego, bo się r o z s y p i ę. Jem obiad i nie mogę go popić herbatą spokojnie, bo myślę o koszmarach i o tym, jak się mogę utopić w szklance. A jak jeszcze w płynie zobaczę swoje odbicie...to zawsze widzę siebie utopioną
EDIT
I nie śpię. W ogóle. Od jakiś ... straciłam już rachubę, no od kanałów.
Pozdro Ping
Hej Ping,
OdpowiedzUsuńWłaśnie zjechałem ze świąt i naprawdę niefajnie że jest nie halo.. Jak skończycie rozmawiać u Alex (dzieki że obgarnełaś sprawę , jesteś wielka:) ) z jej dziadkiem zapraszam na moją daczę - zwiozłem DVD i w cholerę płyt, można coś odpalić. Zrobię żarełko, w sensie wygrzebię tonę fooda które ściągnałem od rodziny. Tu w warszawie ponoć głodzą ;). Na pewno zasmakuje ci Kutia mojej babci, jest bezkonkurencyjna. Jak na kresach. :) Zrobimy sobie mała forumową wigilię po wigilii - tak, reszta też niech wpada.:)
Zwiozlem trochę sprzętu z twojej listy. Głównie ciuchy wodniackie, nieprzemakalne, parę woderów neoprenowych, rękawiczki, buty, taki stuff. I sporo żeglarskich lin z karabińczykami. Skrzynkę narzędziową też.
Plus może nie powiniienem spoilować, ale też mały gifcik dla Ciebie - aparat tlenowy z niewielką butlą. I by było jasne - NIE utoniesz, nie ma bata i opcji, choćbyśmy mieli cię za faraki z piekła wyciągać. Dostajesz tą zabaweczkę dla spokoju i oddechu - i NIE przyjmuje odmowy ok? Jestem zdrowy, podtrenowałem, zjedziemy bandą i bedziemy sobie uważać na plery. Damy radę Ping!
Jesteśmy o krok od rozkminienia tego, a pan X mówił że się uspokoi i ułoży. Więc zajmijmy się tym, potrzebujemy cie takiej jak zwyke - energicznej, kipiącą witalnością, z twoimi żartami. Głowa do góry, wyjdziesz z tego! Jasne? :)
JJ.
Ping... wiesz, głupio mi to powiedzieć ale jeśli możesz to może załatw skierowanie do psychiatry, niech Ci wypisze jakieś psychotropy, żebyś mogła normalnie funkcjonować. Wiem, jak to brzmi, ale lepiej żeby lekarz Ci coś przepisał, niż żebyś się szprycowała jakimiś totalnie nieznanymi prochami Insomnii które zostawiła u Ciebie. To bardzo niebezpieczne dla Twojego zdrowia fizycznego i psychicznego.
OdpowiedzUsuńDo listy dopisałbym jeszcze glowsticki lub światełka trytowe. Zwłaszcza te drugie mają ten plus, że świecą przez lata, tylko mało intensywnym światłem.
Oba mają tą zaletę, że można je sobie przytroczyć czy coś i chodzić tak cały czas. Nawet, jak wysiądzie latarka to od razu jest zapasowe źródło światła. Plus jeśli komuś się coś stanie, zaginie itd to łatwiej go potem znaleźć.
Pytanie na ile trasa może wymagać jakiegoś oznaczania drogi - wodoodporna farba w spreju?
Ja załatwię solidną apteczkę, może też uda się załatwić AED-a.